Relacja z podróży: Fuerteventura

Share this Post Share to Facebook Share to Twitter Email This Pin This
Kiedy u nas pogoda dawała w kość, ja wygrzewałam kości na Kanarach (ale fajnie to brzmi ^^). Kanary, zawsze kojarzyły mi się bardzo pozytywnie, wszyscy dobrze wypowiadali się o wyspach i to ten właśnie kierunek obrałam na cel październikowego urlopu. Potem zastanawiałam się, którą konkretnie wyspę wybrać i padło na Fuerteventurę, drugą co do wielkości wyspę archipelagu. 
Po przeczytaniu przewodnika, kilku relacji na blogach i pogadankami z mamą,  wiedziałam już czego się spodziewać i zaczęłam szukać konkretnych informacji, które mnie interesowały. 

Od początku wiedziałam, że chcę wypożyczyć rowery i pozwiedzać na własną rękę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, choć nie było lekko, to przez 3 dni zrobiliśmy sporo kilometrów i trafiliśmy w świetne miejsca! Polecam!
Playa de Sotavento, niekończąca się plaża z białym piaskiem obmywana przez czystą wodę w kolorze akwamaryny, to jedno z miejsc, które totalnie mnie zachwycił. Po jakimś czasie nie przeszkadzali mi już nawet wszechobecni nudyści. 
Buggy, to kolejny punkt zaplanowany jeszcze przed wyjazdem, objechaliśmy Półwysep Jandia i świetnie się bawiliśmy, można też było wybrać quady, ale buggy od dawna wydają mi się fajniejsze. Polecam Wam wybrać się na taką objazdówkę, dojechaliśmy między innymi do La Pared, to niewielka miejscowość na wybrzeżu, gdzie spotkać można przede wszystkim surferów, a także zjeść pyszną rybkę w restauracji Bahía La Pared.
Nie uwierzycie, ale nigdy nie byłam w ZOO, a od zawsze moim marzeniem było zobaczyć słonia i korzystając z okazji, że na wyspie i to niedaleko od miejscowości, w której się zatrzymaliśmy jest Oasis Park Fuerteventura, wybraliśmy się na prawie całodniową wycieczkę. Ponad 250 gatunków zwierząt na ok. 800.000 m2 i wisienka na torcie, SŁOŃ <3
Przedostatniego dnia wybraliśmy się miejskim autobusem do najbardziej na południe wysuniętej miejscowości Morro Jable, gdzie spacerując nadmorską promenadą, zobaczyliśmy latarnię morską i pręgowca berberyjskiego, czyli cudną wiewiórkę, która schowana gdzieś w skale wystawiała się na chwilę na słońce i chowała po chwili.
Stacja dowodzenia jak zwykle rozstawiona na balkonie, a zamiast zmywacza w płynie zabrałam pielęgnacyjny zmywacz w saszetce od Cleanic.
Nie myślcie sobie tylko, że cały czas gdzieś jeździłam czy chodziłam, o nie! Leżenie przy hotelowym basenie i popijanie drinków to także obowiązkowy punkt urlopu ^^
Fuertę Wam serdecznie polecam, ja bawiłam się świetnie i wspaniale wspominam ten urlop i wcale tak nie wiało, jak Wszyscy mnie straszyli :P

13 komentarzy:

  1. Świetne zdjęcia :) My w październiku byliśmy na Gran Canarii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia, a wrażenia niezapomniane!!!
    Na prawdę piekne zdjęcia!!! No i kocyk okrągły obowiązkowo :)
    Fajny masz strój.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja byłam na Lanzarote jest tam troche podobnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohhh powiew lata <3 w tym roku tak się złożyło, że nigdzie nie byłam na wakacjach. W zeszłym byłam w Estonii i ciągle lało więc aktualnie marzę o basenie i drinku z palemka w upalnym słońcu^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrzę przez okno, a tu deszcz, szaro i ponuro. Na szczęście Twoje zdjęcia rozweselają rzeczywistość.
    Wypad widzę, że udany a tłumów turystów wcale nie widać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne widoki, az chcialoby się pozwiedzac;)) Wyjazd jak widac udany;)

    OdpowiedzUsuń
  7. cudne widoki, świetny strój kąpielowy no i bardzo interesowała mnie zawartość Twojej paznokciowej kosmetyczki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniale.... Chciałabym się teraz przenieść w jakieś ciepłe miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :* Zapraszam do obserwacji oraz polubienia mnie w Social Media :)